środa, 25 września 2013

Kręta droga sukcesu

Jeszcze nim wyjechałem do Bristolu, przeglądałem kilka starych skrzyń i "nigdy" nie otwieranych szuflad. Poza stertami kurzu i papierków natrafiłem na dawno zapomniane skarby. Płyty ze zdjęciami i filmami z różnych zawodów. Była to znakomita okazja by trochę powspominać, tak więc zabrałem wszystkie znaleziony płyty ze sobą w podróż do Anglii. W jej czasie przeglądnąłem zaledwie ułamek całej kolekcji ale uświadomiłem sobie coś ważnego. Wiele pozornie strasznych porażek, było zaledwie początkiem sukcesu. Jako, że już nie raz byłem pytany jak trafiłem na płetwonurkowanie postanowiłem wykorzystać te wszystkie preteksty by trochę powspominać.
Drużyna pływacka Słowianki rocznik 93
ale nikt się nie przyzna, że tak wyglądał
W Gorzowie mieliśmy dość duży skład pływacki, no i świetny basen. Jednak w 3 gimnazjum nie pozostało zbyt wielu pływaków. W liceum jedynie garstka. Jak to się mogło stać? Otóż mieliśmy "najwspanialszego" trenera na świecie, który przybył do nas z Olsztyna. Nawiasem mówiąc, wciąż czekamy na kwiaty dziękczynne i kondolencyjne od pływaków ze wschodu. Oprócz wielu naprawdę irytujących nawyków, uwielbiał bowiem odpowiadać na każde pytanie frazą "Co dziś mamy? Dzisiaj sobota imieniny kota", nie był to prawdziwy trener. Trener to osoba, z którą zawodnik spędza więcej czasu niż z rodzicami, nie dajcie sobie więc w mówić, że trenera nie trzeba lubić tylko szanować. Natomiast nasz... "Szkoleniowiec" nie był typem, którego można polubić. Obecnie dzięki staraniom "trenerów u władzy", w Gorzowie nie ma i nie będzie seniorów. 
Pani trener Wiera Kruszczyńska-Duda, oraz zawodnicy Maciej Cirka i Mateusz Mosiężny
Sam osobiście zrezygnowałem w 1 klasie liceum z pływania klasycznego. Albo raczej musiałem. Po 10 latach treningów doszło do tego, iż trener postawił ultimatum. Szkoła sportowa, albo won z klubu. Pozornie tragedia. Tyle lat treningów na marne i w ogóle masakra. A jednak właśnie w ten sposób trafiłem do płetwonurkowania. Tam bez ciągłej presji i z prawdziwymi trenerkami zacząłem znowu pracować na sukces. Mimo, że płetwy nie są tak popularne jak zwykłe pływanie, to niepozorny sport okazał się fantastyczny. Co więcej, bardzo dobrze mi w nim szło. Obie trenerki klubowe były fantastycznym wsparciem dla zawodników i chciały z nimi pracować. W takiej atmosferze ciężkie treningi stały się przyjemnością. Jak się okazało nie byłem pierwszym ani jedynym, który zdecydował się na zmianę sportu.Wiele byłych pływaków w moim mieście ale i w całej Polsce podjęło takie kroki.
Rekin gotowy do startu.


Tak wyglądam po ciężkim starcie,
lub imprezie.
Jeszcze po kropelce...
Starty na kolejnych zawodach również były przyjemnością. Kilka z nich wrzucę tutaj, byście mogli docenić ten niezwykły sport, w którym prędkość jest dużo większa niż w normalnym pływaniu. Moją karierę w pływaniu w płetwach ciężko byłoby zamknąć w kilku słowach, tym bardziej że to historia na kolejny raz. Powiem więc tylko, że rozwinąłem się w tym sporcie, zdobyłem mistrzostwo i rekord świata. Pojawił się pomysł studiowania w Anglii i całe życie ruszyło naprzód. Tak więc, pamiętajcie coś co z pozoru może wydawać się tragedią, może mieć zbawienne skutki. Ja wciąż muszę wysłać kwiaty w podzięce Jackowi-trenerowi, bo gdyby był odrobinę lepszym człowiekiem, skończyłbym w liceum sportowym a z karierą sportową bym się pożegnał. Nie wspominając o studiach w Anglii!
Mam wrażenie, że tylko ten w środku
jest zadowolony.
Nadal to samo wrażenie.


Jako, że już jestem w Anglii i mój plan zajęć się unormował posty będę mógł wstawiać regularnie. Już wkrótce wywiad z Olimpijką z 2012 roku Alą Tchórz, kolejne objaśnienia rejestracji na UCASie, coś z anatomii sportu i wiele więcej. Nie przegapcie niczego. Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz